Koziołki z miodem balsamicznym.

0 Flares 0 Flares ×

Biegam… Szukam… Myślę… i w efekcie nie robię zupełnie nic…

Czasem, gdy moim dzieciom nudzą się już kanapki, omlety i inne popularne dania śniadaniowo – kolacyjne,  wyjmuję Berlinki z zamrażalnika – mają tam swoje stałe miejsce i robię koziołki, ale nie takie zwyczajne, smażone na margarynie, o nie nie…

Na rozgrzaną patelnię wlewam kilka kropel oliwy, następnie pokrojoną w piórka cebulę i paski czerwonej papryki. Po chwili podlewam wszystko kilkoma łyżek wody, by warzywa zmiękły zanim zaczną się zbyt mocno podpiekać. Zależało mi na tym, by były miękkie, ale nie rozpadały się.

W tym czasie pokroiłam każdą z parówek na trzy części, a końce ponacinałam na krzyż tak, jak widać na zdjęciach. Gdy warzywa osiągnęły pożądany stan, przełożyłam je na talerz, a na tę samą patelnię wrzuciłam parówki. Niemal natychmiast rozkwitły, niczym kwiaty na wiosnę, a to porównanie sprawiło, że w notatniku zapisuję właśnie pewien pomysł pod rubryczką: „do zrealizowania”.

Kiedy parówki już się otwarły, wyjęłam z szafki moją tajną broń. Od czasu, gdy otrzymałam ten słoiczek od Pasieki Dębowej , stał się on jednym z moich najcenniejszych skarbów kuchennych. Mówię o słoiczku płynnego złota, o miodzie balsamicznym. Pachnie obłędnie, łączy w sobie słodycz miodu i ostrość wspaniałej kompozycji przypraw korzennych, a wyjątkowego charakteru dodaje mu nuta octu balsamicznego. Miodzio, jednym słowem… Odrobina tego specjału sprawiła, że moje koziołki zabłyszczały na patelni, a cudowny zapach uniósł się wysoko, przyciągając do kuchni moje małe głodomory.

Na sam koniec wrzuciłam jeszcze raz warzywa, by przeszły smakiem miodu i jednocześnie się nieco podgrzały.

The following two tabs change content below.
Z powodu planowanego zamknięcia platformy blog.pl, Ósmy Kolor Tęczy - blog kulinarny został przeniesiony. Aby zobaczyć cały przepis i skomentować, przejdź pod nowy adres klikając w zamieszczone odnośniki. Dziękuję. Nowy adres - http://osmykolorteczy.pl